"Dzisiaj rano, niespodzianie, zapukała do mych drzwi
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty"
na,na nanaa, na, na, nana... na...
na,na nanaa, sra, na, nana... na...
la,la,lalaa, la, la, lalaaaaaaaa... la...
Jeszcze w drzwiach, na wykroku, od zawietrznej, przy prawej prowadzącej rzucam z zaskoczenia... - i co Pany, bieerooom? - co by nie dać czasu na "matactwa"... w odpowiedzi słyszę, precyzyjną, wcześniej przygotowaną, odpowiedź: - Bierom, Panie... Bierom... - krótka przerwa i "kur... kulawa noga" śmiech... - Bierom, Panie wszyscy bierom tylko ryby nie chcom - i po tych słowach cały sklep jak tak stał, tak zaczął "rechotać"... ja zresztą też, ale jak sobie uświadomiłem, że to ze mnie "ryją", to... "Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie"... to ta blokada kierownicy, co ją w "śpiechu" zapomniałem założyć, i w roztargnieniu do sklepu zabrałem, stała się moim najlepszym sprzymierzeńcem... pierwszy zareagował pan w "żółwiku" na główce, świadom powagi sytuacji, jak gdyby nigdy nic... przycisnął czoło do witrynki z haczykami... facet w "czerwonym" zrobił karpika... a ten co przy drzwiach najbliżej, mi mówi... że on to już idzie... więc pytam grzecznie, wskazując na blokadkę: - "kur... dzie?"... a on , że żelazko na ogniu zostawił... moja elokwencja jednak, nie pozwala tak od razu odejść... dociekam: - "... że kurna, co?"... - a on mi na to: - że "Tefala" z zieloną rączką i plasikową kulką...- i "daje nogę"... no to się dopiero "zeźliłem"... - dwa razy pytał nie będę... Bierom? - cisza... - No, żesz... - i nagle gdzieś zza stojaczka ze spinnerkami słyszę nieśmiałe... "bierom"... - Noo... - mówię... dwa "białe barwione" i dendrobenkę "trójeczkę"...
...sobota, parę minut po "czternastej"... telefon od przyjaciela... - Jadziem? -... no to ja mu, że mam obawy i w ogóle... a on mi na to, że podsłuchał... że "ludzie gadają"... że na Łynie wędkarza widziano... - No i co? - pytam... no i uciekł, bo miał długie nogi... i nie dogonili... " - ... no by go "pies potargał" - se myślę... kolega nie odpuszcza... coś tam "piszczy do słuchawki"... a to o przyjaźni plsko-radzieckiej, a to o powstaniu chłopów z 1525, a to o misiu kaola co z chińskiego zoo po drutach uciekał... a to o panu marchewce i kasztanowych ludzikach... ale nie daję za wygraną... burza mózgów" i męska, ostateczna decyzja: - Nie wiem - ... cisza w słuchawce... po minucie cichutkie, płaczliwe: - ale... - przerywa milczenie... czekałem na ten ruch... cisza przed burzą... - O żesz ty ku... - słysząc, urywam w pół słowa: - Nie wiem, zadzwonię wieczorem... - koniec tematu... trzy kropki...
a tylko duży, złocisty... haczyk... tak, tak haczyk... nie ściemniam... jak "bum cyk,cyk"... mówię serio... czy zdarzyło się komuś znaleźć duży, złocisty haczyk, w niedzielny, deszczowy, chłodny poranek... pod dwudziestoletnim, złotym audi, na "wieloszprycy"? bo mnie właśnie tak...
"nie jest dobrze"... ale "idziemyn w zaparte"... pierwsza gruntóweczka Kasjana... tak dla zasady... później i Wiesiu zarzuca... ja nie łowię... ganiam po brzegu i cykam foteczki... choć światło "nie bardzo"... to łuseczkę cyknąłem, to ząbki gardłowe... to znowu łuseczkę... i znowu... a więc jednak... na brzegu wyraźne ślady co najmniej trzech dużych ryb... i jedno szklisto-białe... "niewiem co"... wracam do kolegów... pojawiają się miejscowi wędkarze... najpierw jeden, później drugi... chodzą z miejsca na miejsce... nic się nie dzieje... nuudddaaa... ryby wyraźnie nie biorą... Kasjan łowi na "skróta", "liść" 12 gramm, na haku biały, ochotka... brań zero, ni puknięcia... przytrzymanie, puszczenie... przytrzymanie... puszczenie i "ciach"... tak dla zasady... nic się nie dzieje, nuda... przyjeżdżają samochody... drugi, trzeci... jeden na prawo, dwóch na lewo... nie stoją w miejscu, spacerują... trochę tam, trochę tu... na "macanego"... a to wypuści... to przytrzyma... nikt nie nęci... bo i po co... trochę tam, trochę tu... "kręcą nosami" nie bierze... woda za duża... zacznie brać, jak w koryto powróci... może tydzień...
półtora... nie dłużej... jak w koryto powróci... jadą... jeden... potem drugi... szepczą: - Jak w koryto powróci -..."to już jest koniec, nie ma już nic... jesteśmy wolni, możemy iść... to już jeest koonieeecc..."
...pogoda parszywieje... wzmaga się wiatr... zaczyna kropić... w Olsztynie jesteśmy przed "czternastą"... na pożegnanie krótkie: - Jeszcze za wcześnie, ale warto było - ... - "Strzałka Panowie", do następnego..."audik" pracuje nieregularnie, ale zdecydowanie... za oknem, smutne twarze starszych kobiet...Relację dodano: 6 marca 2007 roku.
....................................................................................................................................................