Zaproszenie:
...

...
4 marca 2007 roku - spławik - Łyna/Stary Dwór...
"Dzisiaj rano, niespodzianie, zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem, przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty"

I właśnie te słowa, żywcem wydarte z ust nieśmiertelnego Marka Grechuty, towarzyszą mi przez cały ubiegły tydzień. Gdzie nie spojrzę, gdzie nie dotknę, gdzie palca nie wsadzę... gram tylko w jedną melodię... wiosna, wiosna, wiosna ach to ty...

na,na nanaa, na, na, nana... na...
na,na nanaa, sra, na, nana... na...
la,la,lalaa, la, la, lalaaaaaaaa... la...

Prognozy obiecujące... w poniedziałek, na południu, nawet "piętnaście na plusie"... u mnie chłodniej, ale co tam... wiosna, wiosna, wios...ła, ach to wy... wiosła, wiosła, wiosła ach to wy... tfuu się przypałętało... poza tym informacje z "zachodu"... gęsie klucze", zdeptany przebiśnieg sztuk jeden... i kilka żabich kontaktów płci nijakiej... No i nie wytrzymałem... gdzieś w połowie tygodnia "lece" do zaprzyjaźnionego "wędkarskiego" po świeżutkie "info"... Jeszcze w drzwiach, na wykroku, od zawietrznej, przy prawej prowadzącej rzucam z zaskoczenia... - i co Pany, bieerooom? - co by nie dać czasu na "matactwa"... w odpowiedzi słyszę, precyzyjną, wcześniej przygotowaną, odpowiedź: - Bierom, Panie... Bierom... - krótka przerwa i "kur... kulawa noga" śmiech... - Bierom, Panie wszyscy bierom tylko ryby nie chcom - i po tych słowach cały sklep jak tak stał, tak zaczął "rechotać"... ja zresztą też, ale jak sobie uświadomiłem, że to ze mnie "ryją", to... "Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie"... to ta blokada kierownicy, co ją w "śpiechu" zapomniałem założyć, i w roztargnieniu do sklepu zabrałem, stała się moim najlepszym sprzymierzeńcem... pierwszy zareagował pan w "żółwiku" na główce, świadom powagi sytuacji, jak gdyby nigdy nic... przycisnął czoło do witrynki z haczykami... facet w "czerwonym" zrobił karpika... a ten co przy drzwiach najbliżej, mi mówi... że on to już idzie... więc pytam grzecznie, wskazując na blokadkę: - "kur... dzie?"... a on , że żelazko na ogniu zostawił... moja elokwencja jednak, nie pozwala tak od razu odejść... dociekam: - "... że kurna, co?"... - a on mi na to: - że "Tefala" z zieloną rączką i plasikową kulką...- i "daje nogę"... no to się dopiero "zeźliłem"... - dwa razy pytał nie będę... Bierom? - cisza... - No, żesz... - i nagle gdzieś zza stojaczka ze spinnerkami słyszę nieśmiałe... "bierom"... - Noo... - mówię... dwa "białe barwione" i dendrobenkę "trójeczkę"...
... ale później to już nie było tak "happy"... informacje z "pola walki" różne... łowią ale z lodu... i do tego małe i rzadko... poza tym niebezpiecznie i w ogóle jakoś tak "do dupy"... a o rzece nikt nic nie wspomina... no to już sam nie wiem... weekend odpuszczam i trzymam się planu... a plan, że dopiero po "piętnastym"... zresztą pogoda jakaś taka, że "ni kijem w plecy, ni po girach"......sobota, parę minut po "czternastej"... telefon od przyjaciela... - Jadziem? -... no to ja mu, że mam obawy i w ogóle... a on mi na to, że podsłuchał... że "ludzie gadają"... że na Łynie wędkarza widziano... - No i co? - pytam... no i uciekł, bo miał długie nogi... i nie dogonili... " - ... no by go "pies potargał" - se myślę... kolega nie odpuszcza... coś tam "piszczy do słuchawki"... a to o przyjaźni plsko-radzieckiej, a to o powstaniu chłopów z 1525, a to o misiu kaola co z chińskiego zoo po drutach uciekał... a to o panu marchewce i kasztanowych ludzikach... ale nie daję za wygraną... burza mózgów" i męska, ostateczna decyzja: - Nie wiem - ... cisza w słuchawce... po minucie cichutkie, płaczliwe: - ale... - przerywa milczenie... czekałem na ten ruch... cisza przed burzą... - O żesz ty ku... - słysząc, urywam w pół słowa: - Nie wiem, zadzwonię wieczorem... - koniec tematu... trzy kropki...
... a wieczorem, jak to wieczorem... trochę "popcornu" i człowiek od razu "mientki sie robi"... chwytam telefon i co by się nie rozmyślić, wysyłam krótkie "info": "Jadziem"... chwila ciszy i fajerwerki za oknem, krzyki, szampany, zabawa... już wiem... sms doszedł... adresat nieznany...
...niedzielny poranek wita mnie chłodem... wstaję po szóstej... zbiórka o siódmej, więc mam trochę czasu... już na parkingu tuż pod samochodem znajduję... no, no... kto zgadnie... kto zgadnie, co można znaleźć, w niedzielny, deszczowy, chłodny poranek... pod dwudziestoletnim, złotym audi, na "wieloszprycy"? no... kto zgadnie... kto... nie, nie... ni grosz, ni dwa... ni nawet trzy... a tylko duży, złocisty... haczyk... tak, tak haczyk... nie ściemniam... jak "bum cyk,cyk"... mówię serio... czy zdarzyło się komuś znaleźć duży, złocisty haczyk, w niedzielny, deszczowy, chłodny poranek... pod dwudziestoletnim, złotym audi, na "wieloszprycy"? bo mnie właśnie tak...
Kasjan, bo takie też imię kolegi, jak zwykle w lekkim "poślizgu"... ale jest... i to się liczy... bo bywało, że słowo "jest", zamieniał na "no gdzie żeś ku... był", a dzisiaj bez pudła... przerzucamy graty do "silver rcheno" i "w drogę"... najpierw po Wiesia... po żwirek... "zaliczamy spożywczak"... i trasa... początkowo droga przebiega o.k... po 25 minutach dojeżdżamy do Starego Dworu i decydujemy na "skrót"... im dalej, tym gorzej... wiosenne roztopy zrobiły swoje... a kilkukilometrowy odcinek staje się wiecznością... przed dziewiątą jesteśmy na miejscu... Łyna jest nasza...
Łyna okolic Dobrego Miasta jest jednym z najlepszych, wczesnowiosennych łowisk regionu... W rzece pojawia się okresowo kleń, jaź... nawet taki pod "dwójkę"... piękna płoć... a jak zrobi się ciut cieplej... duży leszcz... problem w tym, by wyczuć ten właściwy moment... ryby biorą chimerycznie, poza tym migrują... dzisiaj są tu, jutro tam... tak naprawdę, nigdy nie wiadomo... od kiedy, kiedy i do kiedy biorą... taki to urok wczesnowiosennych "wędkarskich pielgrzymek"... ale cuda się zdarzają, niewątpliwie więc warto...
...pierwsze wrażenie: o super, jak pięknie i cicho... coś kurczę... za cicho... i jakby wody przydużo... tu łączka pod wodą, tu krzaczek, tam drzewko... ale coś zbyt pusto... ni kolegi, ni wędkarza... "nie jest dobrze"... ale "idziemyn w zaparte"... pierwsza gruntóweczka Kasjana... tak dla zasady... później i Wiesiu zarzuca... ja nie łowię... ganiam po brzegu i cykam foteczki... choć światło "nie bardzo"... to łuseczkę cyknąłem, to ząbki gardłowe... to znowu łuseczkę... i znowu... a więc jednak... na brzegu wyraźne ślady co najmniej trzech dużych ryb... i jedno szklisto-białe... "niewiem co"... wracam do kolegów... pojawiają się miejscowi wędkarze... najpierw jeden, później drugi... chodzą z miejsca na miejsce... nic się nie dzieje... nuudddaaa... ryby wyraźnie nie biorą... Kasjan łowi na "skróta", "liść" 12 gramm, na haku biały, ochotka... brań zero, ni puknięcia... przytrzymanie, puszczenie... przytrzymanie... puszczenie i "ciach"... tak dla zasady... nic się nie dzieje, nuda... przyjeżdżają samochody... drugi, trzeci... jeden na prawo, dwóch na lewo... nie stoją w miejscu, spacerują... trochę tam, trochę tu... na "macanego"... a to wypuści... to przytrzyma... nikt nie nęci... bo i po co... trochę tam, trochę tu... "kręcą nosami" nie bierze... woda za duża... zacznie brać, jak w koryto powróci... może tydzień... półtora... nie dłużej... jak w koryto powróci... jadą... jeden... potem drugi... szepczą: - Jak w koryto powróci -...
...najwyższy czas by samemu spróbować... "siemano solstejs", co odległościówką nazwali... "szesnastka" na główną... "dwunastka pod oko"... "gramm cztery" by prąd nie potargał... i jazda... do wody... metr... dwa... a spławik tańczy niczym "poranna baletnica"... dziesięć... dwadzieścia... przytrzymanie... bo gałązka wodę zmarszczyła... czterdzieści... już zakręt... i pusto... i jeszcze... i jeszcze... i jeszcze... i pusto... godzinka... i koniec...

"to już jest koniec, nie ma już nic... jesteśmy wolni, możemy iść... to już jeest koonieeecc..."

...pogoda parszywieje... wzmaga się wiatr... zaczyna kropić... w Olsztynie jesteśmy przed "czternastą"... na pożegnanie krótkie: - Jeszcze za wcześnie, ale warto było - ... - "Strzałka Panowie", do następnego..."audik" pracuje nieregularnie, ale zdecydowanie... za oknem, smutne twarze starszych kobiet...

Relację dodano: 6 marca 2007 roku.

....................................................................................................................................................
dodaj komentarz

Tego artykułu jeszcze nikt nie komentował!
info / o mnie / kontakt