...początki mojego wędkarstwa przypadają na wakacje roku 1986, kiedy to trochę z przypadku, tak dla zabawy, w środku letniego, skwarnego popołudnia, trafiłem nad mały śródpolny stawek......oczywiście ryby nie złowiłem, kij z leszczyny, żyłka bieliźniara i hak wielkości średniej agrafki, skutecznie ograniczyły moje i tak skromne możliwości... jednak nie to było najważniejsze... właśnie wtedy, stojąc wpatrzony w "kryształowe oko" bajorka zrozumiałem, że oto skończyła się zabawa, a narodziło coś co zasnąć nie pozwala... coś co, gdy "noc czarnieje", sidłom morfeusza z uścisku wydziera... co starzy ludzie pasją w zwyczaju nazywać mieli...
...pierwszą rybkę złowiłem trochę później, oczko obdarowało mnie malutkim złociutkim karaskiem, potem drugim, trzecim... były też inne oczka, równie piękne i równie rybne... tam także odkryłem swoje "złote eldorado"... eldorado do którego wracam myślami po latach... choć wiem... nie czas ten... nie miejsce......następnie jeziora, te duże głębokie... te małe śródleśne... i rzeka z cicha szemrząca...
moje rybylin...
Uśmiechnij się: